mit refleksyjności

Kurs miał taką ekstra nazwę, że samo mi się kliknęło. „Efektywne zarządzania własną drogą życiową!” Nawet nie odważyłam się marzyć, że będę zarządzać, a jeszcze efektywnie, ale może w ogóle wejdę na jakąś drogę. Bo ja obecnie mam życiowy plac. Szwendam się po nim w kółko. Zero kariery. Planów, kamieni milowych. No i dosyć.

Już pierwszego dnia na etapie ćwiczenia integrującego wybiły się dwie koleżanki, które orientowały się w pojęciach takich jak „przestrzeń psychologiczna” i „mapa celów”, a od zeszłego roku, kiedy to zrobiły weekendowy Slow Life, ich życia uległy przemianie. Od poziomu relacji z partnerami aż do jelit mają mega czenż. Zazdrość.

Jeśli chodzi o mnie, już pierwsze ćwiczenie pokazało, że główną treścią mojego życia są aktywności o charakterze hedonistycznym oraz sen. No, tak mi się zrobiło po rozwodzie, że troszkę odpuściłam.
Potem narysowałam, zgodnie z poleceniem, balon, który miał mnie unieść do chmurki z marzeniami i celami. W worki z balastem miałam wpisać czynności, które odciągają mnie od realizacji tych marzeń i celów. I zabrakło mi worków.
Pani prowadząca poprosiła, żeby w przerwie zastanowić się nad potencjałem mojego repertuaru aktywności. Poszłam kupić kanapkę, co odciągnęło mnie od celu bezglutenowego, ale czułam, że inaczej tego nie przetrawię.

Koleżanki od slow miały swoje jedzenie. Od roku jedzą już tylko posiłki z produktów, które same kupią. Te kotlety z kalafiora i makaron z bakłażana zrobił mąż jednej. Z wnętrza innej kursantki, która miała tylko wafle ryżowe, wyrwało się duże łał. Za karę dostała info od bakłażanek, że wpieprza rakotwórczy akrylamid, który obecny jest nawet w chrupkach kukurydzianych, tak, tych, które tak chętnie dajemy dzieciom. To znaczy my, bo one już nie.

W kolejnej części kursu okazałam się słaba w opracowywaniu swoich mocnych stron. Moje talenty nieśmiało kiełkowały pośród, wielkich jak sekwoje, luk kompetencyjnych. To jednak jest dobra wiadomość, przekonywała prowadząca, bo mam dużo miejsca do rozwoju. Acha.

Na pocieszenie zrobiłam test, którego nie można zepsuć i wyszło, że mam orientację teraźniejszą hedonistyczną (no, zgadzałoby się z tym balonem). Jednak nie jest do końca dobrze, bo za słabo jestem ugruntowana w pozytywnej przeszłości. Trochę niepolak ze mnie, bo Polak kocha historię (Polski), dzieciństwo własne i cmentarze, a ja nie.
Może trauma, a może nadwrażliwość zwykła niewyprzytulana, którą zajęci rodzice zwyczajnie przegapili.

Koleżanka slow popijając kawę z termosu, odebrała telefon od córki lat siedem i bez uśmiechu skomentowała, że w takim razie, kochanie, chyba warto się nad sobą zastanowić, przyjrzeć się swoim reakcjom.
Żal mi się trochę dziecka zrobiło i naszła taka refleksja biologiczno czynnościowa, czy by nie pacnąć bakłażanki w łeb.

Wyposażona w milion notatek na temat własnych ograniczeń i niewykorzystanego potencjału dalej kibluję na moim placu. Tylko teraz pośrodku stoi balon.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s