trzynastego

Czy gołębie latające po hali dworca centralnego znają drogę na zewnątrz? Czy schowały się tu przed zimnem czy wpadły w pułapkę? Śnieg naniesiony na Sofixach zamieniał się w warstwę błota. Na czarnej tablicy furkotały obrotowe literki, aż się ustawiły w odpowiednie słowo, w nazwę pociągu i jakąś godzinę, nie mającą nic wspólnego z czasem odjazdu czy przyjazdu. Czy my się tutaj schowaliśmy, czy jesteśmy uwięzieni, tato? Dlaczego wszystkie pociągi są spóźnione?
Nie pierwszy raz tak podróżowaliśmy, z torbami, z kanapkami i z termosem. Nie pierwszy raz staliśmy w kolejkach po bilet, czekaliśmy na pociągi i autobusy. Nie takie problemy lokomocyjne przezwyciężaliśmy.
Tym razem coś było nie tak.

Tata się bał.

Nie powiedział tego głośno, bo po co. Może ściskał moją rękę bardziej, może mniej mówił. Może właśnie wtedy, trzynastego grudnia, pierwszy raz doświadczyłam lęku. Zrozumiałam, że ojciec nie załatwi wszystkiego, że są jakieś większe, ciemniejsze i silniejsze moce, które mogą pokonać nawet jego.

Nie pamiętam czołgów ani braku teleranka, tylko to, że tata się bał.

Kiedy w końcu udało nam się dotrzeć do domu i mama tam była, nikt jej w nocy nie wywiózł i nam nie zabrał, przykucnęłam przy parapecie i zobaczyłam dwóch prawdziwych żołnierzy z czterech pancernych, którzy powoli przeszli pod naszymi oknami ze swoimi niezabawowymi karabinami.

Był też nowy zapach, który mama przyniosła w swetrze. Papierosy.
Świat zewnętrzny przedostawał się do mojego domu szczelinami.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s