chora jestem

Od piątku choruję. W sobotę śledziłam stronę z zasięgiem wiadomego wirusa, podejrzewając, że NFZ zaraziło mnie specjalnie za wpisy o przychodni.
Nie spałam, spałam, pociłam się, oddychałam prosto w ból głowy, ale nie przechodził, odporny sukinkot. Myślałam mniej więcej o wszystkim. Że praca, że młody, że szkoła, za dużo zadają. Że jeśli chodzi o relacje i inne psychotesty, to aktualnie mogłabym związać się tylko z Martą Frej. Umrę samotnie, jeszcze przed północą, to pewne.
Poza tym mam kilka podbródków, nie pomaga krem z reklamy.
Młody siedzi nad listem Thorina do Ballina już drugą godzinę. Mimo osłabienia, mimo, że obiecywałam, że zaklinałam się, że już nigdy więcej – kończę jego pracę z plastyki. Sporty zimowe. Niebo nad stokiem narciarskim jest granatowe, żeby im popadał śnieg. Nie przejmuj się, tysiące rodziców robi to samo, mówi syn.

Płynę tratwą z pościelą w kratę, otoczona kubkami z niedopitą herbatą, pogniecione kulki chusteczek wypadają za burtę. Kocham cię, bo przekraczasz dla mnie swoje granice, mówi młody (!). Pięć osób zadzwoniło z chęcią pójścia dla mnie do apteki, w tym jedna Czeczenka, której odmawiamy pobytu w naszym kraju. Dzwoniła mama. Mówiła o pracy, ale pamiętam też, że o zupie. Młody zaklina się, że nie mam żadnych podbródków. Przysięga na ulubionego rapera. Kupiłam kubek od Marty Frej. Na dobry początek naszego romansu. Wszystko przybiera nowy kształt, jakby się przelewało z jednej foremki do innej. Większej. Jakby foremka nie była ważna, tylko ta słodko kwaśna maź w środku.
Z plastyki dostałam cztery plus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s