chomik

Miałam napisać o parze z Biedronki, która stała przede mną w kolejce. Gapiłam się na nich piętnaście minut, bo już wiedziałam, że są bohaterami, już sobie ich upatrzyłam, a jeszcze puentę mi dostarczyli ładną, więc miałam o nich pisać, ale wszystko się zmieniło.

Młodego nie puściłam do szkoły już dzień wcześniej, zanim ogłosili zamknięcie. Widziałam dzieci, które miały przy tornistrach przytroczone żele antybakteryjne i wiedziałam, że z młodym to nie zadziała. Obliże wszystkie poręcze. Trochę jednak sama przed sobą pukałam się w głowę. A potem zaczął się ten cały ambaras. A potem skończyło mi się mydło w kostce i poszłam kupić (jedno) i stałam w sklepie gapiąc się na puste półki z przekonaniem, że sklep likwidują, ale oni likwidują życie, jakie znam.
Zanurzyłam się internety, trochę mi spłyciło oddech, nie wiadomo nawet, czy w papierową torebkę można oddychać czy już nie.
Ale ommm. Wzięłam ładny zeszyt, zrobiłam plan, co tu robić, priorytety ładnie spisałam. Ruszyłam tropem papieru toaletowego, głupio się czułam biorąc dwa opakowania, zwłaszcza że z tych nerwów mało mi schodzi. Makaron kupiłam jeden i byłam z siebie dumna. Luz.

Siedzieć w domu, phi. Siedziałam, zanim to było modne. A tyle rzeczy muszę skończyć. Młody nie ukrywa swojej rozpaczy z powodu szkoły. Żart. Jest zachwycony. Siedzi przy kompie. Dobra, czas go odkleić. Gramy w kosza na pustym podwórku. Odkurzamy, czytamy, robimy matmę. Uff. Nie jest tak źle, nie jest najgorzej. Ile to potrwa? Nie wiadomo. Przynajmniej zjemy te wszystkie eko kasze, którym się kończą daty ważności. WYŁĄCZAM newsy, żeby się nie przegrzać. Kadzidełko z Indii, small talki ze znajomymi, pandemia zbliża, luz luzik. Włączam newsy, trzy ofiary, omm. Przecież chodziło o uwagę i spokój i o postaw na rodzinę. Pierwsza w życiu dostawa na wynos bezkontaktowa. Napiwek znika z wycieraczki, pojawia się pizza. Młody się ekscytuje, nie boi się, dobrze. Luz.
Dzień trzeci, młody nie chce iść na spacer i psuje mi się roleta. I co mam wezwać gościa od rolet czy nie? Przed sklepem kolejka, wchodzimy pojedynczo. Mam ochotę przytulić się do kogoś w tej kolejce, ale przecież uciekałby krzycząc help po międzynarodowemu.

Wczoraj o dziesiątej wieczorem wszystko się wylało, przedostało się na zewnątrz. Akurat zmywałam jakieś niedobitki w zlewie. Płakałam na ludwika i resztki ogórkowej, na talerze ze złotym szlaczkiem i kubki z rysunkami, których nie wolno prać w zmywarce. Kolana mi się trzęsły, gluty mi leciały, kij wie, czy nie zarażone. Płakałam nawet jakoś tak zaskoczona, ale bardzo szczerze. Ze czterdzieści minut. Chomik w mojej głowie przesrał zapieprzać w kółku, położył się na chwilę zmęczony, odpoczywał, ja płakałam. Potem umyłam twarz i zasnęłam. Nie, nie jest luzik, nie jest omm. Wszystko ześwirowało i dostrojenie się jest procesem, który zajmie mi trochę czasu. Swoje prawo do paniki zachowuję, opłakałam szafki kuchenne, bo nie utrzymałam już tego wewnątrz i spanikowałam w stylu klasycznym.

Ale wy się trzymajcie dzielnie, chociaż też wcale nie musicie.
Dziś jest dużo lepiej.

„Chomik w głowie.” ©KasiaJ, dziękuję.
„Siedziałam, zanim to było modne.”©internety

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s