grupa terapeutyczna siedem miliardów

Jest taki film Melancholia. Jeśli ktoś nie widział, szczerze nie polecam. Chociaż jest genialny. Wiadomo, duńskie poczucie humoru Von Triera – powalające. Film w każdym razie chętnie bym odzobaczyła. Pierwsza część toczy się na weselu dziewczyny, która nie przystaje i nie będzie przystawać do normalnego świata. Nic z tego małżeństwa nie będzie. Na nic próby udawania. W drugiej części, w obliczu apokalipsy, tylko ona, z kliniczną deprą, jest w stanie pomóc innym.

Niektórzy bowiem mają lepiej, a niektórzy gorzej, jakby powiedział Coelho. Pewni ludzie — wiem to na pewno — nie tagowali wcześniej swojego zostańwdomu, po prostu z niego nie wychodzili. Wiem, że ktoś tam wychodził, ale w sumie po nic. Są tacy, co się na wolnym rynku średnio odnaleźli, kapitalistyczne niedojdy. Teraz może nawet czują ulgę, że już tak bardzo nie odpadają.

Lęk, który dopadał mnie często w sytuacjach absurdalnych, pozornie wspaniałych, jak na przykład spotkania towarzyskie, teraz jest powszechny. Wszyscy się boją. Grupa terapeutyczna wielkości globalnej. Jakie to dziwne, że nagle ja tłumaczę komuś lęk, mówię, żeby się nie nakręcać, że to minie. A może zupełnie nie dziwne? Z lęków mam czarny pas i czerwony pasek.

Czy wypada powiedzieć, że cieszę się z zamknięcia? Czy to to samo, co powiedzieć, że cieszę się z wirusa, co niedemokratycznie zabija ludzi, którym zostało najmniej czasu?

Całe zwolnienie świata ma przecież w sobie coś kojącego. Nawet moje dziecko nie jest w stanie przebywać tylko w wirtualnej rzeczywistości — siada na parapecie, gapi się. Czas się rozciąga, robi stretching. „Ściemnia się, patrz” zamiast „dziewiętnasta trzydzieści”.

Umyliśmy okno, ale już przykleiły się do niego ślady dłoni i czoła. Ręka młodego nie jest już rączką, ślad jest wyraźny, między palcami rosną drzewa, skrobią niebo. Znowu pyli brzoza i wyciska nam łzy.

Jak daleko stąd byłam trzy lata temu.

Po wierzchu byś nie powiedział, ale w środku bardziej bury kundel ze schroniska na trzęsących się badylach. Dzisiaj jestem po adopcji, którą sama na sobie przeprowadziłam.  To się zdarza, co nie? Część z nas jest jeszcze w fazie trzęsących się łap, część już po (albo przed).

Ważne, żeby ci co mają lepiej, pomagali tym, co mają gorzej. Żeby odrobinę pomagali, tak mi się wydaje, kwarantanno.

 

Wczoraj bardzo mi się chciało zobaczyć coś jakby przestrzeń.  Podstawowa potrzeba życiowa, panie władzo.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s