dzień matki

Kiedy dostaję mejl od znanej sieciówki, że już dziś z rabatem mogę kupić prezent dla najwspanialszej kobiety w moim życiu, to nie od razu zgaduję, że tu chodzi o matki na Dzień Matki. Myślę, droga sieciówko, że to trochę na wyrost założenie, że matki są zawsze najwspanialszymi kobietami w życiu swoich dzieci. Dosyć często zawodzą. Matki zostawiające, chłodne, matki pijące, znikające, zbyt wymagające, matki z innej bajki.  Gdybyś tak, znana sieciówko, się wysiliła i nie poszła na łatwiznę, nie od razu w serca i brokaty, to może bym coś kupiła. Ale musiałabyś zaznaczyć, że to był pot, krew i łzy.

Jezu, jakie to było czasem trudne, ta miłość. A przecież i tak, w moim przypadku, prawie w ogóle nie patologiczna, zwykła, normalna jak kromka z serem i pomidorem.
Moja mama – trochę taka wczesna Janda: chuda, z papierosem, z kawą w szklance. W golfie, który się elektryzuje, w spódnicy w kratę, skupiona na walce, zadaniach, na przetrwaniu, zdobyciu, zwycięstwie, na Wałęsie i Popiełuszce. Jednocześnie w laboratorium kuchennym, ze składników, których nie ma, z nicości wyczarowująca pozory normalności, biszkopty, mazurki, rosoły i pierogi.

Łokciami przepychała się w męskim świecie, zawsze na dwóch etatach, w domu i w pracy, wiecznie zmęczona, wiecznie wymagająca, niezadowolona z efektów swoich i przy okazji moich.

Ile razy wydawało mi się, że ssie mnie z braku, który tylko ona może wypełnić. Tak łatwo. Tylko czułą obecnością. I czasem mnie zostawiała z tym ssaniem, a zajęło mi ze dwie dekady, żeby załapać, że z pustego i Salomon nie da rady, bo czego w nią babcia nie wlała, tego ona nie miała.

A potem jeszcze te wszystkie jazdy, to znajdywanie fajek i tabletek antykoncepcyjnych, te kłamstwa, które wychodziły na wierzch, bo, kurde, mama Aśki widziała nas w parku, zamiast na fizyce. Te ciche dni, wyrzuty, obiad masz w lodówce.

Aż do momentu, a nie był to oczywiście moment, tylko proces długi jak trasa dookoła świata po równiku, w którym dwie dorosłe kobiety się zaprzyjaźniły. Matka zobaczyła dorosłą córkę, jej dziecko i jej męża, a potem rozwiedzione zapłakane bezmęże, pogodziła się ostatecznie z odrębnością swoich dzieci i wtedy to się stało, ta przyjaźń. A nie każdemu jest dane, z okropnej przyczyny znikania matek na zawsze, a nam jest.

I kiedy dzwonię do niej wczoraj, plując w maseczkę od wewnątrz i pytam, jak tam, mamuś, jakie masz niezrealizowane potrzeby? Może ręcznik plażowy, torebka z eko skóry, sandały wiązane, kijki do chodzenia, kulki do leżenia? Co chcesz, co tylko chcesz!

A ona mówi, że najbardziej chce się ze swoimi dziećmi (sztuk dwie) spotkać i się pośmiać. Nie, że chce zadawać te wszystkie ważne pytania o życie, tarcze antykryzysową, kasę, pracę i szkołę. Nie, ona chce się pośmiać.

– Chcę poczuć waszą młodość. – mówi.

–  No – dodaje po chwili – wasz wiek średni.

 

 

3 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s