mam koty i nie zawaham się

Zamieszkały u mnie tymczasowo dwie czteromiesięczne kotki i rozwaliły system. Wszystko, co można było jeszcze od biedy nazwać rutyną w tej wakacyjno-covidowej rzeczywistości, poszło się przejść.

Jakoś tak się składa, że nie posiadam zwierząt, więc nie wiedziałam, w co się pakuję. Moja krucha koncentracja została zabrana przez dwa biegające po ścianach, łamane przez słodko śpiące, łamane przez znowu biegające po ścianach zwierzęta.

Koty przyjechały tego dnia, kiedy w Libanie wybuchła saletra. Oglądałam filmiki ze zrujnowanego miasta, karmiłam koty, próbowałam pracować, sprzątałam kuwetę. Śmietnik na podwórku tego dnia był tak gorący, że parzył palce. Dwanaście kilometrów od portu wyrwało drzwi od garażu. Ile to jest dwanaście kilometrów w przeliczeniu na mieszkania, ulice i przedszkola?

Postanowiłam coś wpłacić. Ale ile? Dwadzieścia, pięćdziesiąt, sto? Może więcej? Ile, żebym mogła spokojnie leżeć z kotami? I w sumie która organizacja jest dobra, a która zła, bo słyszałam, że nie wszystkie są dobre. Ostatecznie kupuję sobie blikiem dietę pudełkową na dzień próbny. Jestem złym człowiekiem.

Wieczorem oglądam z kotami film z 98 roku i zapominam o Libanie. Nie na długo.

Kocice budzą mnie o szóstej rano. Okno na świat informuje, że dużo bliżej niż Bejrut jest Mińsk, w którym odbywają się tak zwane wolne wybory, zagaduj zgadula, czy wygra żona blogera czy ten, co zawsze? Załóż się, czy centralna komisja kłamie czy nie.

Kiedy kociaki zjadły, umyłam miseczki i zapytałam je, co to znaczy być normalnym? Zrobiły dwie kupy w odpowiedzi.

Żwirek zbrylający jest wynalazkiem przecudownym. Odwrócił moją uwagę nawet od tego, co się wydarzyło na Nowym Świecie na starym kontynencie. Koty nawet przewróciły suszarkę z praniem, żeby mnie odciągnąć od tej informacji, ale się nie udało.

Powinna pani zejść z leków, mówi pani doktor, dobrze sobie pani radzi. Jak ja sobie dobrze radzę.  Powinnam zejść. Tylko zawsze kurwa coś.

Chodź, mówię do syna. Wywlekam go z minecrafta na lody. Zanim to wszystko utonie w kłamstwach złych ludzi, dam mu jeszcze cukru.  To straszne – mówi młody – że Margot jest w męskim areszcie! Jak tak można?

Idziemy po rozgrzanym chodniku. W tym czasie koty zrzucają z półek dwie „Kryzys Szkoły” Juula, przewodnik po Berlinie i „Historię Przemocy” Edouard’a Louisa. Znajdę je na podłodze, kiedy wrócimy. Świat płonie po cichutku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s