akła

Wylewam wodę, nie zamykam drzwi, wypuszczam przedmioty. Lecą na ziemię zdziwione, ej, co jest?! Odkąd wróciłam, jestem rozregulowana. Mam dwie lewe połowy. Ale największe przejścia mam z tą wodą. Wcześniej mi się to nie przytrafiało. Teraz ciągle coś przelewam, zalewam. Zaparzam herbatę i widzę, że kubek się kończy, ale jakoś leję dalej, wylewam na stół. Dolewam mleka do kawy, mleko wylewa się z krateru, już ciągnie po szafce białe linie na podłogę, syczy na kuchence. Podlewam kwiatki, już leci po parapecie. Odkąd wróciłam, a byłam na wsi w górach, gdzie co rano stary kuc wsadzał przez okno łeb do pokoju i skubał firanki, więc odkąd wróciłam, tak mam. A jak ten kuc mnie budził, to zakładałam bluzę i wychodziłam na dużą polanę, która opadała ostro w dół i dobrze było z niej widać sąsiednie wzgórze. Piłam gorącą herbatę, parząc sobie usta i myślałam, że pofałdowanie terenu to jest super opcja.

Na tej wsi w górach było mnóstwo wszystkiego. Czego konkretnie, nie umiem powiedzieć. Ale aż się przelewało. I mam teorię, że tą wodą jest tak, że właśnie u mnie teraz występuje ona z brzegów. Na przykład nagle pojawiają się jakieś smutki, co już ich miało nie być, jakieś rozwodowe powidoki. Albo budzi mnie lęk o dziecko (to z wąsem) i nie mogę się ruszyć. A potem zaraz przywiązanie. A potem, że jakie piękne słońce. Jaki zajebisty deszcz. I jeszcze ta książka, wydawca pisze, że da znak jak dotrą do magazynu. Dotrą! Wydrukowane! Jezu! I tak wszystko falami (sic!).

A, i coś jeszcze, nie wiem dokładnie, ale ma to związek z muzyką. Tam, w górach była dziewczyna, która codziennie wieczorem nuciła i grała na gitarze hiszpańskie smuty (Hiszpania, morze, ocean, flota), a raz nawet rozpaliłyśmy ogień i znalazł się jakiś bęben, niezła hipisowska jazda. Próbuję wlać herbatę do termosu i nie trafiam, rozlewam, wylewam. Były tam też lekcje jogi, z tej opcji bardziej oddychaj i patrz. I patrzyłam, i zobaczyłam, że obraz zamazany trochę przez łzy (znowu woda, przypadek?). I dodam, że łzy są okej, użyteczny dodatek do leków i kropel do oczu, zamiennik stanów lękowych, doskonały podkład pod makijaż.

Dobrze, że nie mam wanny, tylko prysznic. Zalałabym piony i poziomy. Bardzo przepraszam, kompletnie nie kontrolują żywiołu wody ostatnio – musiałabym tłumaczyć sąsiadom.  Wezwali by księdza. Z kropidłem rzecz jasna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s