relacje, różne krople i badyle

O trzeciej trzydzieści nad ranem budzi mnie myś, że życie wykonało efektowny flip w kwestii relacji. Fajnie, ale chcę wrócić do spania.

Trzecia trzydzieści dwie: nowa fala oświecenia – już nigdy nie przydarzy mi się miłość romantyczna. Dobra, wstaję, żeby chwilę nad tym pomyśleć. Trochę mi smutno, ale też co za ulga. Podobne uczucie jak to, kiedy przez okno widzę tylko poruszane deszczem drzewa i słyszę, że w parapet ciągle stukają krople, i szumią opony na asfalcie. Jestem przez to jednocześnie przygnębiona i oddycham z ulgą. No i huk, zaczęło się, już po lecie, wiadomo, że miało nadejść i jest. Uff.

Wracając do romantycznej, rozumiem ją jako świeżą (tia, aha) i trwałą (nie rozśmieszaj mnie) i bezwarunkową (a, weź) no i już wiadomo, że lipa. Najwidoczniej narozrabiałam coś w poprzednim żywocie, komuś odebrałam żonę lub męża albo byłam dowódcą plutonu egzekucyjnego. Trudno.

Ale za to.
Jest wielka dynamika relacji innych.
Jest taka relacja bliska, co z nią się piło i tańczyło, a teraz nakurwiamy zen i herbatki z kopru,  a lękostany omawiamy w pozycji psa z głową w dół. Jest taka relacja, co właśnie straciła tatę. Mówi, że spoko, a potem zaraz, że nie spoko, widzę po oczach, że tonie, co mam zrobić? Moje ręce same ją przytulają (na szczęście). Trzymam dłonie na jej plecach i wiem, że płacze. Nic nie mogę.

Są relacje tonące, kiedy patrzymy na siebie i się nie rozumiemy, więc mówię, że muszę iść, chociaż nie muszę. Są relacje ucięte, ktoś nagle się przede mną zamknął, zatrząsnął, kij wie, o co chodzi.
Są nowe relacje, dwie przewspaniałe, mieszkają niedaleko, kiedy przechodzą pod oknem, to drą ryje: Agaaaa! Jesteś? Mają lat mniej i chcą gadać o randkach, co mnie nieustannie zachwyca.
Jest wreszcie poczwarka nastoletnia, wspaniała, przebijająca do cokolwiek to znaczy być sobą.
Jest wreszcie jakoś dużo książek, z którymi sypiam, no to chyba mamy relację?

A wczoraj widziałam rozmowę z Urszulą Zajączkowską, na Festiwalu Haupta w Gorlicach i teraz chcę mieć relacje również z badylami i chwastami przy krawężniku. Na pytanie, jaką rośliną chciałaby być i jakie jest najpiękniejsze miejsce na świecie dla botaniczki odpowiedziała: pokrzywa i Wołomin.

Tak, myślę, że trochę smutku i ulga sponsorują tegoroczny początek jesieni. Old is the new black.

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s