cudownie i w ogóle

Są takie cudowne dni w roku, które są tak cudowne, że szczerze ich nie cierpię. Z czasem nabyłam całkowitą odporność (o, nowomowa covidowa!) na: daty upamiętniające, rocznice i wszystkie święta katolickie. Najgorsze jednak są…. tadaaam: Sylwester i moje urodziny.

Sylwestrem już dzisiaj trochę się niepokoję, bo jest maj i niedługo trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie: co robisz w Sylwestra, ale najgorzej, że urodziny mam za kilka dni i zaczynam chodzić po ścianach.

Zaczęło się przecież od dziecięcego zachwytu, od wyczekiwania i przyjmowania. Potem nastał okres, w których trudno sobie odtworzyć dokładnie przebieg wydarzeń (ktoś zasnął na klatce, ktoś zarzygał kocyk, ktoś się zaciął w łazience). A potem z roku na rok w pojawiła zasysająca czarna studnia melancholii (lubię angielskie słowo void). I nagle przetrwanie urodzin stało się wyzwaniem. Nie chcę imprezy, tortu (dobra, kawałek) nie chcę prezentów, nawet wyjazdów ani skoków na bungee, to wciąż za mało moje serce, żeby żyć. Nie chcę robić nie specjalnego, ponieważ nic nie jest wystarczająco specjalne, żeby wywołać uczucie świętowania. Co robić, jak żyć. Nawet ja nie dam rady przespać całego dnia.

W tym roku spróbuję przyjąć strategię ignorancji, dobrze się sprawdziła w ostatniego sylwka. Już od rana nie będę się w ogóle zastanawiać, jak świętować. Potem moi rodzice wszystko zepsują, bo będą dzwonić ze swoimi szczerymi, dobrymi życzeniami i mówić, że jestem wyjątkowa. Poczuję wtedy na moment, że powinnam jakoś obchodzić, kurde. Potem dzielnie dalej będę nie świętować, odbiorę ze dwie trzy wiadomości od moich przyjaciół. Naprawdę mogłabym chociaż zaprosić ich na piwo. Ale przecież mogłoby się okazać, że nikt nie przyjdzie. Po południu się poddam, podejmę rozpaczliwą próbą poświętowania spacerem pod kwitnącymi kasztanami (czy co to jest, to białe), licząc, że natura, bóg, honor lub ojczyzna wpłyną na mój nędzny nastrój pozytywnie. Zjem coś bardzo słodkiego. Będzie mnie trochę mdliło i pewnie będę miała zaparcie. Naszczeka na mnie piesek dusiciel sąsiadki, słońce zajdzie krwawo albo będzie lało. Przypomnę sobie, jak mama mówiła, że leżała po porodzie (była wyjątkowo rozczarowana moim wyglądem, bo myślała, że dzieci wyglądają od razu tak, jak na zdjęciu puszki mleka modyfikowanego) i nagle poczuła zapach kawy. Poszła do położnych zapytać, czy może filiżankę czarnej, a one, że chyba ją rozum opuścił. A kawa i torty na całej porodówce ścieliły się gęsto, bo to wypada Zofii akurat. Co trzecia położna Zofia.

Po spacerze styrana sprzecznymi emocjami wrócę do domu. Nie będę mogła zasnąć do późna. Rano odetchnę z ulgą i spokojnie zacznę się przygotowywać do Sylwestra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s